Górski Dziad, co oscypy wędził

Razu pewnego, nieśmiały Ludwiś wyruszył w świat z rodzinnych stron, co na wschodzie Kraśnymi Kresami zwali, szukając szczęścia i chwały. Wędrował i wędrował, aż w Tatry zawędrował.
Pchany młodzieńczą ambicją, nie zważając na załamującą się pogodę, ruszył na Gęsią Szyję. Ku jego nieszczęściu, rozpętała się straszliwa burza. Wichura szarpała lasem, lecz nigdzie nie widać było schronienia. Ulewa przesłoniła wszystko.
Zrozpaczony krzyknął ku niebiosom: Co ja jestem, na leśnej polanie?. Niebiosa nie odpowiedziały, lecz odezwały się chórem piskliwe głosiki: Nie, na Rusinowej!.

I cepem mu w łeb...
Zapadła ciemność...

Po wielu nieświadomych godzinach, rozchylił opuchnięte powieki. Znajdował się w jakimś ciemnym, ciasnym pomieszczeniu. Do jego nozdrzy wpadły odurzające opary świadczące o dużym stopniu czadu, który pochodził najwyraźniej z płonącego obok ogniska.
Nad jego głową zamajaczyły trzy okrągłe kształty. Jeszcze nie do końca przytomny wyszeptał: I see dead people.
A one na to powiadają tym samym piskliwym głosikiem: My nie jesteśmy ani ded, ani pipul. Tylko takie, ot, zwykłe... Bubki.
Poprowadziły go one przez ciemne pomieszczenie, gdzie przy ognisku przycupnięta siedziała ciemna postać potężnej postury.
Ludwiś nie widział jej dokładnie, lecz czując swąd Jego Oscypowego Majestatu i czując tą bijącą odeń moc, ugięły się pod nim nogi i... padł na nos.
I odtąd wygląda tak jak wygląda.
Widząc pokorę Ludwisia postać przemówiła do niego: Jestem Górski Dziad, co Oscypy Wędzi, dla przyjaciół Brusio.
Zaprosił go do ogniska i wtedy właśnie zrozumiał, iż to ten, na którego czekał od lat, i którego nadejście odczytał w Serwatkowej Przepowiedni, odprawianej każdego 14 lipca.
Mój ci on! - wykrzyknął - Od dziś prawdziwe oscypy nauczę cię wędzić.
I został Ludwiś w górskim szałasie przez lat wiele. Zgłębiał tajniki oscypowego wyrobu aż mistrzem stał się w tej materii.
Przesyceni swądem, spędzali przy ognisku długie, zimowe wieczory. Pewnego dnia Górski Dziad poczuł, że kres jego się zbliża. Chcąc podziękować swemu uczniowi wykuł on wśród górskich szczytów pomnik na jego podobiznę. Stąd szczyt ten zwany jest Nosalem. Później przywołał do siebie Ludwisia i tak mu rzekł: Synu, idź w świat i rozsław nasze oscypy. Josne to jes?!
I właśnie to ostatnie stwierdzenie na zawsze zapadło Ludwisiowi w pamięć.

Mistrzowi się zmarło.

Ludwiś zdjął jego maskę pośmiertną, co zwą teraz Giewontem.

Nim ruszył w świat, rzekł do najbardziej niesfornego Bubka: No to się, Bubek, doigrałeś.
Po czym zatopił go w kompocie. Na to stojące w kącie zufrieden banany stały się unzufrieden.

Ludwiś ruszył w Polskę niosąc cudowny przepis śród ludu. Tak też oscypy słyną ze swego niesamowitego smaku i aromatu. Niestety wielu ludzi nie podąża za prawą ścieżką odwiecznej receptury Górskiego Dziada co Oscypy Wędził, dlatego prawdziwe można znaleźć tylko na Rusinowej, josne to jes?

Rękopis odnalezion w popiołach i krwią niewinną splamion przez Jessława spisany.



Prezentowane artykuły podlegają prawom autorskim.
Wszelkie podobieństwa do postaci autentycznych są przypadkowe...


Prześlij inne materiały na adres redakcji.